Obecnie tylko dwa kraje w UE mają niższą siłę gospodarczą obywateli niż dwadzieścia lat temu. Jeden to Grecja, drugi Włochy.
W okresie 2004–2024 średni realny majątek na mieszkańca na kontynencie wzrósł o ponad jedną piątą (+22,3 procent). Niemcy odnotowały wzrost o 24,3 procent, Francja 21,2 procent, a Hiszpania 10,7 procent. Włochy natomiast odnotowały spadek o prawie cztery punkty procentowe (-3,9 procent), podczas gdy Grecja spadła jeszcze bardziej (-5,1 procent).
Przeczytaj: Wygrał wybory w Barcelonie i natychmiast wzbudził zainteresowanie Andreasem Schelderupem
Mówiąc o realnym dochodzie, nie mamy na myśli tylko wynagrodzeń, ale całkowity dochód osobisty – od pracy po zwrot z inwestycji i dochody z najmu – skorygowane o inflację. Innymi słowy, nie chodzi o to, ile zarabiasz, ale o to, ile faktycznie możesz kupić za swoje pieniądze w prawdziwym życiu.
Długotrwała stagnacja Włoch
Długoterminowa stagnacja Włoch w dużej mierze wiąże się z organizacją struktury gospodarczej. Przez dwie dekady wzrost PKB był minimalny. Kraj w dużej mierze opiera się na dojrzałych, niskowydajnych branżach, takich jak turystyka, oraz sieci bardzo małych firm, które często inwestują niewiele w innowacje i mają trudności z konkurowaniem na rynkach światowych.
Efektywność siły roboczej nie poczyniła też większych postępów. Siła robocza jest średnio mniej wykwalifikowana, umieszczona w przestarzałych strukturach i obciążona powolnymi procesami oraz rozbudowaną biurokracją. W kwestii płac negocjacje zbiorowe pojawiają się późno: około jeden na dwóch pracowników jest związany wygasłymi umowami, a korekty gonią inflację, gdy szkody zostały już wyrządzone.
Ostateczna równowaga jest jasna: w dużych częściach Europy przychody rosły szybciej niż ceny, zachowując siłę nabywczą. We Włoszech ten mechanizm utknął w martwym punkcie.
Czytaj na TimePeopleWorld: Hollywood zszokowane, gdy Sean Penn pomija Oscary po wielkim zwycięstwie

