Możliwe, co prawdopodobne, science fiction i naprawdę, naprawdę dziwne…
Projekt Hail Mary Lorda i Millera to pełna serca przygoda w kosmosie, która opowiada zasadniczo o przyjaźni między przypadkowym astronautą Ryana Goslinga, Rylandem Grace’em, a jego towarzyszem Rocky’m. Jest tu wiele do polubienia: po pierwsze tysiące pięknie wykonanych obrazów VFX, ale brak zielonego ekranu. Reżyserzy Phil Lord i Christopher Miller zlecili swojej ekipie zbudowanie wnętrza statku Hail Mary jako scenografii, a także części zewnętrznej części statku, co naprawdę widać na ekranie.
Przeczytaj: Co teraz, gdy Chuck Norris nie żyje?
Urok Goslinga jako outsidera i komedii fizycznej są wykorzystane fantastycznie – tak, będziesz się śmiać na głos i pewnie zapłakać – a Sandra Hüller jako Stratt, prymitywna szefowa międzynarodowej grupy zadaniowej Ziemi próbującej uratować świat, niemal kradnie film.
A potem są badania. Project Hail Mary oparty jest na książce Andy’ego Weira o tym samym tytule „hard sci-fi”, wydanej w 2021 roku, sześć lat po tym, jak jego poprzednia powieść Marsjanin została zaadaptowana na podstawie kosmicznego hitu Ridleya Scotta z Mattem Damonem w roli głównej. (Zabierz go do domu!).
Project Hail Mary: Od bestsellerowego autora „Marsjanina” – obecnie wielkiego filmu z Ryanem Goslingiem
Nieodparta przygoda w kosmosie, jaką tylko Andy Weir mógł sobie wyobrazić, Project Hail Mary to opowieść o odkryciach, spekulacjach i przetrwaniu, która rywalizuje z Marsjaninem – a jednocześnie zabiera nas w miejsca, o których sama nie marzyła.
Za każdym razem za adaptacją książki do scenariusza odpowiadał scenarzysta Drew Goddard. Choć nigdy nie zmieścisz tyle nauki w filmie, co w książce, Andy Weir wykorzystuje prawdziwą fizykę, by wynaleźć fikcyjne planety, organizmy i materiały. Jeśli chodzi o podróże kosmiczne, grawitację i siły G, Weir wykonuje także rzeczywiste obliczenia. Zanurzmy się w to, co naprawdę się dzieje, gdy Ryland Grace prowadzi eksperymenty w laboratoriach wypełnionych argonem i równania galaktyki na tablicy statku kosmicznego oddalonej o dwanaście lat świetlnych…
Czytaj na Sporten: Fantastyczny Uwe Rösler imponuje w Niemczech!
Słońce słabnie
Główna fabuła Projektu Hail Mary wygląda mniej więcej tak: rosyjska naukowczyni Irina Petrova odkrywa linię podczerwieni w naszym Układzie Słonecznym między Słońcem a Wenus. Instrumenty na pokładzie japońskiej sondy JAXA o nazwie Amaterasu rejestrują pomiary słoneczne, które pokazują, że im wyraźniej staje się „linia Penova”, tym Słońce – samo Słońce – staje się coraz słabsze. Na początek, jest o 0,01% mniej jasny niż powinien.
Katastrofa? Jak dowiaduje się Ryland Grace, który na początku historii jest nauczycielem nauk ścisłych w liceum, od innego badacza w książce: „Wpływ słońca spadnie o pełny procent w ciągu następnych dziewięciu lat. Za dwadzieścia lat ten odsetek wyniesie pięć procent. To źle.” Jak bardzo źle? Cóż, bezpośrednia epoka lodowcowa na Ziemi jest bardzo zła.
Profesor Mathew Owens jest profesorem fizyki kosmicznej na Uniwersytecie w Reading. Jest fanem zarówno książek Andy’ego Weira, jak i opowiadań science fiction autorów takich jak Ted Chiang, z których jedno, Story of Your Life, zostało zaadaptowane na podstawie filmu Denisa Villeneuve’a z 2016 roku Arrival. Badania naukowe Owens obejmują prognozowanie pogody kosmicznej – przewidywanie z kilkudniowym wyprzedzeniem, co zrobi Słońce i jak wpłynie na satelity, sieci energetyczne oraz astronautów w kosmosie – oraz klimat kosmiczny, który analizuje, jak Słońce zmieniało się na przestrzeni setek tysięcy lat.
„To, co powoduje epoki lodowcowcowe, to nie to, że samo Słońce się zmienia, lecz to, że orbita Ziemi nieznacznie się zmienia,” wyjaśnia Owens.
„Orbita Ziemi zmienia się nieco przez setki tysięcy lat, a w szczególności nasze bieguny rotacyjne mają tendencję do przechylania się w stronę Słońca i z powrotem. Zmienia ilość światła słonecznego, które otrzymujemy w konkretnych miejscach. Uważa się, że są to główne przyczyny epok lodowcowych.”

W przypadku fikcyjnej sondy Amaterasu Weira istnieje kilka interesujących sond skupionych na Słońcu, w tym sonda Parker Solar Probe NASA, która niedawno odbyła swoją 27. „orbitę” wokół Słońca w tym miesiącu na odległości zaledwie 3,8 miliona mil, oraz Solar Orbiter ESA: „Solar Orbiter posiada kilka teleskopów, które wykonują więcej pomiarów z książki, podczas gdy sonda Parker mierzy tylko materiał znajdujący się wokół niej w danym momencie.”
Naukowcy potrafią nieprecyzyjnie odtworzyć Słońce na bardzo, bardzo długich skalach czasowych (czyli poprzednich epokach lodowcowych na Ziemi), ale Owens skupia się na ostatnim tysiącu lat. Jeśli w ostatnich latach widzieliście zorzę polarną w Wielkiej Brytanii, doświadczyliście efektów jedenastoletniego cyklu słonecznego z jaśniejszymi i ciemniejszymi okresami.
„Chodzi o pole magnetyczne słońca,” mówi.
„To jak magnes na pręty wewnątrz słońca; Co jedenaście lat polaryzacja się odwraca, więc pełny cykl pojawia się co dwadzieścia lat. W tym czasie liczba plam słonecznych na słońcu spada z prawie zera do kilkuset osób, a następnie znowu maleje. Obserwowaliśmy ten cykl słoneczny aż do około 1750 roku. Mamy więcej pogody kosmicznej, gdy jest więcej plam słonecznych; W ostatnich latach było dużo zorzy polarnej, ponieważ nastąpił maksymalny poziom słoneczny.”
Obszarem zainteresowania Owensa jest minimum Maundera, czyli „Mała Epoka Lodowcowa” w latach 1650–1700, kiedy na słońcu było bardzo mało plam słonecznych, ciemnych plam, a temperatury w Europie były dość niskie. Ale, jak mówi, wyciąga to zbyt szybkie wnioski dotyczące przyczynowo-skutkowych.
„Słońce było w tym okresie nieco słabsze, z niewielką liczbą plam słonecznych, więc to trochę przyczyniło się do niższych temperatur,” wyjaśnia.
„Ale głównym powodem były prawdopodobnie wulkany. Wrzucają popiół do atmosfery, który odbija światło, więc to bardziej przypomina ideę Projektu Hail Mary – nie masz popiołu odbijającego słońce, masz 'astrofagi’, jak to nazywa, pochłaniające światło zanim dotrze do ziemi.”
W przeciwnym razie potrzebne byłyby poważne wysiłki geoinżynieryjne ze strony ludzi, aby osiągnąć takie wartości jak 1% redukcja światła słonecznego w ciągu dziewięciu lat i 5% w ciągu dwudziestu lat – „wprowadzenie siarki do atmosfery czy coś w tym stylu i odbicie części światła słonecznego” – ponieważ nawet minimum Maundera było tylko ułamki procent niższe.
Astrofagi
Przenieśmy się kilka lat do przodu w sci-fi w Hail Mary, a Ziemia wysłała sondę ArcLight na linię Penova, by sprawdzić, co się dzieje. Znajdują ruchome czarne kropki, maleńkie organizmy, które Grace – po tym jak został zmuszony do udziału w misji na podstawie kontrowersyjnego artykułu z biologii molekularnej, który kiedyś napisał o życiu pozaziemskim nie potrzebującym wody – nadaje nazwę astrofażom. Mówiąc wprost: żyją i migrują do CO₂ w atmosferze Wenus, by się rozmnażać. Również „jedzą” lub pochłaniają energię słoneczną, i to stanowi egzystencjalne zagrożenie dla życia na Ziemi.
Autor Project Hail Mary, Andy Weir, wyjaśnił w wywiadzie dla New York Times, że wpadł na pomysł pozaziemskiego paliwa do „konwersji masy”, takich jak astrofagi, które magazynują bardzo duże ilości energii w bardzo małej masie, zanim faktycznie trafił na scenariusz zagłady linii Penova, osłabienie Słońca i konsekwencje dla naszej planety:
„A co, jeśli znajdziemy jakiś rodzaj pozaziemskiego paliwa niezależnego od statku kosmicznego? Ale potem go używasz i znika. Musisz więc móc wyprodukować więcej paliwa z samego paliwa. A co jeśli pochłania energię i tworzy więcej siebie? Brzmiało to bardzo jak życie. Musi być powód, dla którego paliwo trafiło na Ziemię. Jeśli jesteś pleśnią czy czymś podobnym, to niemal musisz żyć na powierzchni gwiazdy, żeby zdobyć wystarczająco dużo energii, by to zrobić. Więc zrobiłem astrofagi, które są rodzajem glonów. Ale zamiast żyć w oceanie, żyje na gwieździe i podąża za innymi gwiazdami.”
Weir mówi też w rozmowie z New York Timesem, że jedynym „prawdziwym naruszeniem fizyki” w całej książce jest poziom kwantowy: w historii astrofagi są w stanie przechowywać neutrina dzięki fikcyjnemu mechanizmowi Weira – „superprzekrojowi”.
Amatorzy astronomów zbierają się
Jednym z wzruszających szczegółów w książce Weira jest to, że potężna Stratt i jej międzynarodowi dyrektorzy badawczy potrafią zmapować gwiazdy „zainfekowane” astrobagiem inne niż Słońce i zidentyfikować gwiazdę — Tau Ceti — która wydaje się być odporna na astrofagi, częściowo dzięki danym zebranym od amatorskich astronomów. Misja kosmiczna Project Hail Mary wygląda następująco: wysyła trzech astronautów na 26-letnią podróż w obie strony do Tau Ceti, w statku napędzanym paliwem astropage, aby dowiedzieć się, jak mogą odtworzyć to rozwiązanie na Ziemi. Tau Ceti to w rzeczywistości prawdziwa gwiazda podobna do Słońca, oddalona o niecałe dwanaście lat świetlnych, a projekty takie jak SETI wymieniły ją jako cel w poszukiwaniu życia pozaziemskiego.
W książce Stratt ma dostęp do stron po stronach pomiarów jasności dokonywanych przez amatorów astronomii z całego świata, normalizowanych i korygowanych przez superkomputery pod kątem warunków pogodowych i widoczności: Alpha Centauri, Sirius, Luyten 726-8 i tak dalej. Wyjaśnia Grace, że w ostatnich latach odnotowano dane historyczne: „To amatorzy zapisują dane o lokalnych sprawach. Jak przełączniki. Hobbyści w swoich ogródkach. Niektórzy z nich mają sprzęt wart dziesiątki tysięcy dolarów.”
Profesor Owens zauważa, że profesjonalni astronomowie faktycznie badają także lokalne gwiazdy i planety – na przykład kierując Teleskop Kosmiczny Jamesa Webba na Jowisza – ale projekty naukowe obywatelskie, takie jak Solar Storm Watch, mogą zachęcać osoby z amatorskimi ustawieniami na całym świecie do udziału. W tym przypadku chodzi o poszukiwanie dużych rozbłysków ze Słońca na zdjęciach teleskopowych i śledzenie ich szybkości za pomocą wielu obrazów.
„Mam doktorantkę o imieniu Sarah Watson, która wykorzystuje obserwacje komety do badania wiatru słonecznego” – mówi.
„Komety są w wietrze słonecznym, a gdy struktury przechodzą obok nich, widzisz, jak ich ogony chwieją się jak małe kijanki, ale wiele z tych obserwacji komety zostało przeprowadzonych przez amatorów astronomii. Mamy amatorów z całkiem dobrym wyposażeniem, a my możemy obserwować kometę 24 godziny na dobę, bo są rozproszeni po całej Ziemi.”
Fizyka to zabawa
Kolejnym kluczowym elementem Projektu Hail Mary jest czysta, oszałamiająca entuzjazm do eksperymentów naukowych. W filmie Ryan Gosling jako Ryland Grace po prostu patrzy przez okno statku, by stwierdzić, że obudził się bez pamięci, jak się tam znalazł ani dlaczego, w kosmosie. W książce Weir ogranicza Grace do miejsca spania i laboratorium Hail Mary w pierwszych scenach, co oznacza, że musi robić wszystko – od upuszczania probówek, mierzenia kropelek stoperem po obliczenia przyspieszenia, by określić, ile grawitacji doświadcza. Podsumowując: nie ma go na ziemi.
Zarówno film, jak i książka zawierają wiele szczegółów związanych z fabułą, dotyczących wirówki statku Hail Mary do tworzenia sztucznej grawitacji oraz tego, jak teoria względności wpływa na to, jak Grace i Rocky doświadczają długości swoich podróży do i z planet. W AMA Project Hail Mary na Reddicie w 2025 roku – które zdecydowanie warto przeczytać w całości – scenarzysta Andy Weir napisał, że „jeśli chodzi o badania, ludzie myślą, że mam listę kontaktów pełną naukowców w NASA, co faktycznie mam, ale Google jest szybsze”, a w New York Times powiedział, że „w przypadku filmu było wiele rzeczy w stylu: 'Hej, zaufaj nam’. Mamy nadzieję, że uwierzycie nam, gdy mówimy, że jeśli przyspieszycie o 1,5g tak długo, doświadczacie około czterech lat, podczas gdy Ziemia miała 13.”
W efekcie widzowie jesteśmy bardzo podekscytowani fizyką. To coś, co nauczyciele nauk ścisłych w liceum, a nawet profesorowie fizyki, docenią.
„Słuchałem audiobooka kilka lat temu i pamiętam, że bardzo mi się podobały te fragmenty,” mówi Owens.
„Uczę fizyki pierwszoroczniaków, a jedną z rzeczy, które robisz, są eksperymenty myślowe, na przykład: 'gdybym wziął wahadło i było na jadącym pociągu, miałbym tę samą wartość g, czyli przyspieszenie grawitacji’. Miło widzieć kogoś, kto to lubi i z tego korzysta.”
Rozmowa z kosmitami
Gdy Hail Mary dociera do systemu Tau Ceti, Grace odkrywa, że obca rasa – Eridianie z systemu 40 Eridani – postanowiła wysłać naukowców w tę samą podróż do tej samej gwiazdy z tych samych powodów; Ich gwiazda również umiera z powodu inwazji katastrofy. Jedynym ocalałym na statku obcego „Blip-a” jest inżynier, którego Grace nazywa Rocky, ze względu na jego wygląd przyjaznego kraba z kamienia. W wywiadzie dla BFI współreżyser filmu Christopher Miller powiedział: „Druga główna postać w tym filmie to kosmiczna skała bez twarzy. I trzeba się w nim zakochać. Na koniec trzeba pomyśleć: 'Umarłbym za ten kamień.’ A jeśli nie, to nie zadziała.”
Pierwsze „rozmowy” Grace i Rocky’ego są bardzo pomysłowe zarówno w filmie, jak i książce: taniec, jazzowe dłonie i kciuki w górę, uderzenia pięściami, obce zegary i obce liczby, a co najważniejsze, mnóstwo nauki. W filmie Rocky wysyła model wszechświata i linii Penova w cylindrze „ksenonitu” do Ostatniej Maryi, by pokazać, skąd pochodzi. Gdy już tworzą tunel między dwoma statkami, wkłada przez śluzę bransoletkę z dwoma pierścieniami i ośmioma koralikami – co symbolizuje element numer osiem, tlen, czyli bezpieczne dla Grace zdjęcie skafandra.
W książce również Rocky – który „widzi” dźwięk, ale nie światło – komunikuje się za pomocą żywiołów, matematyki i materiałów. Na przykład wysyła ponad 29 amoniakowych „obroży”, by wyjaśnić swoją własną atmosferę Eridian, aby mogli współpracować przy wspólnej misji. W zasadzie każdy przyszły pierwszy kontakt zawsze zaczyna się od nauki dla bezpieczeństwa i wygody. W Reddit AMAut, odpowiadając na pytanie dotyczące przyjaźni i wytrwałości, Weir napisał:
„Chciałem zrobić historię o pierwszym kontakcie, ale tak naprawdę pierwszym kontakcie między nerdami. Dwóch obcych o wspólnym celu, którzy pracują nad rozwiązaniem problemu.” A w innym miejscu wątku napisał: „Tak, mam dość dystopii. Jestem osobą pozytywną z bardzo pozytywnym spojrzeniem na ludzkość.”
„To „Hail Mary” jest bardzo podobne do tego plakatu na statku Voyager,” mówi Owens. Voyager 1 został wystrzelony w 1977 roku i od tamtej pory „oddala się od Ziemi”; opuścił Układ Słoneczny w 2012 roku, a Voyager 2 pojawił się niedługo potem w 2018 roku. Złota płyta na pokładzie obu sond Voyager zawiera dźwięki, dane i obrazy, a pierwsze obrazy są naukowe: Układ Słoneczny, DNA, anatomia człowieka, zwierzęta, rośliny wraz z ich masą, skalami czasowymi i składem chemicznym. Jest też mapa pulsara oraz diagram cząsteczki wodoru, które również zostały dołączone do wcześniejszego plakatu Pioneer wysłanego na początku lat 70.
„Mamy nadzieję, że w przyszłości ktoś na to natknie. Próbuje wyjaśnić, skąd się bierze, nie używając żadnego języka, bo to byłoby bez znaczenia,” mówi Owens.
„Więc jest taki pomysł, jak wykorzystać naukę, coś fundamentalnego, jak atom wodoru, bo nie ma mowy, żeby obcy tego nie spotkał. A potem można użyć czegoś takiego jak odległości poziomów energetycznych w atomie wodoru, bo to byłby powszechny układ odniesienia.”
Przeczytaj: Miley Cyrus wykorzystała radę Dolly Parton, by zorganizować spotkanie Hannah Montany

